„Maamo, ja chcę!” – czy to jeszcze potrzeba, czy już zachcianka.

„Przede wszystkim dzieci są najważniejsze!” – ciągle to słyszę jak mantrę. W pierwszym roku życia mają tylko potrzeby, które bezzwłocznie trzeba zaspokajać. W drugim zaczynają obserwować świat i pragną poznać, spróbować i dotknąć wszystkiego, co wpadnie im w ręce. A to, co nie wpadnie, zostaje okraszone werbalnym lub oralnym „chcę!!!”. W tym właśnie momencie w życiu człowieka zaczyna kształtować się proces odróżniania potrzeby od zachcianki. Większość wskaże wyższość tych pierwszych nad drugimi. Tylko czy my dorośli potrafimy dobrze je klasyfikować?

Potrzebuję…

Potrzeby są podstawą naszego życia. Większość naszych działań opiera się na ich realizacji. Celnie je uporządkował Abraham Maslow, w swojej piramidzie. Do podstawowego funkcjonowania w społeczeństwie potrzebujemy jedzenia, ubrania, schronienia (mieszkania) oraz poczucia bezpieczeństwa. W dalszej kolejności chcemy kochać i być kochani, przynależeć do grupy, a na koniec realizować plan na stanie się kimś „kim chce się być”. Na ogół ludzkie potrzeby wynikają z braku, czegoś niezbędnego do życia.

Chcę…

Zachcianki, mają za zadanie podnosić jakość naszego życia. Wołają do nas z reklamy, z półek sklepowych z napisem PROMOCJA oraz z ulicy, gdy mijamy trzecią już osobę w modnych butach. Zachcianki wmawiają nam, że ich NIEZWŁOCZNIE potrzebujemy i MUSIMY je mieć.  Mogą także zrujnować nasz budżet domowy, będąc niepotrzebnym kaprysem, tak jak np. kawa na wynos, z ulubionej kawiarni, codziennie rano.

Jak dzieci to widzą?

Podczas gdy, potrzeby wynikają z naszego człowieczeństwa, tak zachcianki możemy kreować. Kreuje je dla nas świat i wmawia nam, że dzięki tym np. rzeczom, nasze życie stanie się lepsze, a nasza wartość podniesie się. Tak też wmawia się to dzieciom. O wpływie reklamy pisałam już tutaj. To ona w pierwszej kolejności pokazuje to „coś” (zabawkę, sprzęt, grę), w wyidealizowanym obrazie z nastawieniem na uderzenie w jedną z potrzeb wyższego rzędu, np. 

  • przynależności do grupy – w reklamie pistoletów (na wodę, z rzutkami) firmy na literę N, zawsze widzimy grupę dzieci (młodzieży) dobrze się bawiącą w „bitwę”. Podprogowo odczytujemy, że nieposiadanie tej zabawki wyklucza Cię z możliwości bycia w jednej z drużyn ze sobą rywalizujących. Nie będziesz tego miał, będziesz „outsiderem”, będziesz „inny”.
  • uznanie – większość marek odzieżowych czy obuwniczych, lansuje obraz „dobrze ubrany, lepiej zapamiętany”. Każde dziecko chce wyróżnić się w tłumie. Każde chce być lubiane, a nawet popularne wśród swoich rówieśników.
  • potrzeba bycia kochanym i kochającym – tu rolę mają spełniać wszystkie pluszowe pieski, kotki i maskotki oraz lale i bobasy. Jedne na baterie, inne sterowane, dające głos i płaczące na zawołanie. Przekaz z reklamy jest jednoznaczny, tamto dziecko czuje radość i miłość z posiadania pieska na baterię, w takim razie „mamo, kup mi, bo ja też chcę to czuć”. Tylko czy faktycznie, takie uczucie pojawi się, po zakupie zabawki? 

Z pewnością w dalszej kolejności, wpływ na zachcianki naszych dzieci mają ich rówieśnicy. Kto jest rodzicem, zapewne nie raz słyszał zdanie: „Ale wszyscy już to mają, mamo (tato)!”.

Strategie na zachcianki

Wszyscy, to znaczy kto?  Ilu ich tak naprawdę jest? Co Ci to da, że będziesz miał tak jak oni? – pytam swoje dzieci, wspólnie się zastanawiamy, analizujemy i obieramy strategię odpowiednią dla nas.
Nie jestem psychologiem, by wymądrzać się na temat wychowywania dzieci, ale sposobów na unikanie „podchodów zachciankowych” mam wiele:

Dbaj o dziecięce potrzeby, a zachcianki znikną.

Oczywiście nie znikną w zupełności, ale możesz je ograniczyć. Gdy dziecko dostaje wystarczającą ilość miłości i uznania, to nie będzie szukał pocieszenia w piesku zabawce. To u Ciebie na kolanach znajdzie zaspokojenie w sferze miłości, akceptacji i bliskości.

Zanim wyjdziesz na zakupy, ustal zasady.

Przed wyjściem na zakupy, rozmawiam z dziećmi na temat tego, co i gdzie będziemy kupować. Często pada pytanie: „czy będę mógł/a sobie coś kupić?”. Jeżeli mój budżet na to pozwala, ustalamy, co to może być np. batonik, kolorowanka, naklejki itp. W przeciwnym wypadku próbuję wyjaśnić dzieciom, jakie inne produkty są ważniejsze do kupienia niż np. dodatkowy słodycz.

Rób listę zakupów, przed wyjściem do sklepu

Wychodząc do sklepu, robię listę (choć częściej robi to mój mąż) tego, co się skończyło, a jest potrzebne naszej rodzinie. Dokładnie komentuję lub angażuję do tego dzieci (zależy od wieku). W czasie zakupów proszę pociechy o pomoc w realizowaniu listy. Jeżeli dziecko poprosi o coś dodatkowego spoza listy, odwołuje się do ustalonych wcześniej zasad.

Rób zakupy przez Internet

Jeżeli masz problem z zapanowaniem nad zachciankami w sklepie, rób zakupy przez Internet. Sklepy mają opcję zwrotu, jeżeli np. rozmiar nie będzie odpowiedni. Pokazuj dzieciom, jak to robisz. Wskazuj zalety i wady takiego rozwiązania. Możecie też wykorzystać ten czas (przy starszych dzieciach) na naukę wykonywania transakcji bezgotówkowych – na co zwracać uwagę, a czego się wystrzegać. Oczywiście NIGDY nie pokazuj swojemu dziecku hasła do konta, bo może to przynieść odwrotne skutki niż edukacyjne.

Ja najczęściej internetowo robię zakupy odzieżowe. Mogę porównać oferty (czasem zdarza się, iż promocje nie obejmuje całego asortymentu lub wzajemnie się wykluczają) oraz parę razy przetasować koszyk zakupowy, zanim finalnie zakończę transakcję. 

Odwlekaj zakup w czasie.

Często pragnienie czegoś wynika z krótkotrwałej mody. Gdy nasze dzieci wspominają o danym upatrzonym produkcie po raz kolejny, sugeruję by:

  1. wpisały TO na listę prezentową (urodziny, list do świętego Mikołaja). Po pewnym czasie lista urodzinowa jest weryfikowana i modyfikowana.
  2. uzbierały i zapłaciły za to z własnych funduszy. Nasze dzieci dość długo analizują, czy mogą i chcą przeznaczyć taką ilość środków na daną zabawkę. Częściej dochodzi do rezygnacji niż faktycznej realizacji.

Gdy zachcianka jest na wpół potrzebą.

Dobrym przykładem może być tu chęć posiadania przez dziecko modnego obuwia. Potrzebą jest tu zapewnienie ochrony dla stóp naszej pociechy, a zachcianką jest prestiż z posiadania butów marki X. Nasze dzieci jeszcze nie są wybredne i nie narzucają nam marek, jednak tę strategię wyniosłam z domu rodzinnego. Możemy ustalić z dzieckiem zasady na wypadek takiej sytuacji. Określmy wielkość budżetu przeznaczoną na ten cel. Jeżeli cena produktu, przekracza wysokość środków, którymi dysponujemy, zaangażujmy dziecko by nadwyżkę pokryło ze swoich oszczędności.

Prezenty na urodziny dla koleżanek i kolegów z przedszkola/szkoły

W pierwszej kolejności należy ustalić z czyich środków (z kieszonkowego dziecka czy z budżetu rodzica) finansowany jest ten rodzaj zakupów. W dalszym kroku określić wysokość kwoty, która będzie niezmienna dla każdego dziecka, które zaprosi naszą pociechę na urodziny. Ponieważ nasze dzieci jeszcze nie otrzymują regularnego kieszonkowego, dlatego to my ustalamy wysokość kwoty i pokrywamy ją z bieżącego budżetu. Warto takie zasady określić na początku roku szkolnego, by później nie wprowadzały dodatkowego zamieszania.

Zagrożenie naszych czasów

Gdy już ustalimy z naszymi dziećmi strategię. Gdy już myślimy, że wszystko jest na dobrej drodze ku realizacji, wtedy pojawia się ON – nadmierny konsumpcjonizm naszych czasów. Szybkość zmieniającej się rzeczywistości oraz galopującej przemijalności, robi mętlik w głowach nie tylko naszym dzieciom, ale też i nam samym. My dorośli mamy problem z odkładaniem znaczących zakupów na później, nie analizujemy jak bardzo nowy telefon, jest nam potrzebny. Mamy CHĘĆ to go kupujemy, mimo, że poprzedni nadal działa i można by go jeszcze używać.

Czy konsumpcjonizm omija dzieci?

Czy nadmierny konsumpcjonizm omija nasze dzieci? Oczywiście, że nie. To im przedstawia się zabawki typu MUST HAVE – zabawka tu i teraz. Tworzy się serię produktów i namawia do kolekcjonowania. Niby pozornie daje się wybór różnorodnością asortymentu, dla każdego coś innego. W rzeczywistości, wywiera to raczej presję na posiadanie wszystkich zabawek czy elementów serii, niż jednej, tej wyjątkowej. Jak wtedy wytłumaczyć dziecku, że przecież nie może kupić wszystkiego? Zadanie jest bardzo trudne. Nie da się czasem odwlec tych zakupów w czasie, a święty Mikołaj dopiero co sobie poszedł. W takiej sytuacji rozwiązania są dwa. Ja mówię swoim dzieciom: „albo odkładasz na wymarzony przedmiot z własnych oszczędności, albo zapytaj koleżankę/kolegę, czy na jakiś czas możecie zamienić się zabawką z danej kolekcji”. Przy okazji, uczymy dzieci dzielenia się i poszanowania cudzej własności. Nie tylko zaspokajamy zachciankę, ale też przyczyniamy się do niezaśmiecania naszej planety kolejną chwilową zabawką.

Kilka słów na koniec

Ktoś zapyta: „jak mam walczyć z zachciankami swoich dzieci, skoro sam często poddaję się pokusom tu i teraz?”. Trzeba pamiętać, że jesteśmy tylko ludźmi. Dodatkowo żyjemy w czasach, które nie są sprzymierzeńcem powściągliwości. Jeżeli chcemy by nasze dzieci, w przyszłości umiały trafnie dokonywać wyboru, nie podlegać zachciankom chwili, robić zakupy przemyślanie, dajmy im przykład SAMYM SOBĄ. To nasze mądre zakupy, uczą dzieci mądrze wydawać.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *