Z życia wzięte – rozmowa z moją mamą Elżbietą, o tym, jak wychować piątkę gospodarnych dzieci?

INSPIRUJĄCY RODZICE – WYWIAD

Cykl wywiadów INSPIRUJĄCY RODZICE – to okazja do poznania RODZIN, którym bliska jest edukacja finansowa dzieci. Każdy z nas rodziców jest inny, różnimy się liczbą posiadanego potomstwa czy doświadczeniem życiowym i zawodowym. Jednak to, co nas łączy to chęć wychowania dzieci na odpowiedzialnych dorosłych, nie tylko pod kątem społecznym, ale także finansowym. Dzięki tym rozmowom chcę pokazać, że każdy z nas ma wpływ na rozwijanie u naszych dzieci umiejętności radzenia sobie z finansami osobistymi.

W międzynarodowym Dniu Matki, który w Polsce obchodzimy dziś 26 maja, rozpoczynam cykl wywiadów. To, co za chwilę przeczytacie, będzie formą prezentu, dla mojej mamy Elżbiety Najmuła, która dzięki swojej przedsiębiorczej postawie, nauczyła nas (piątkę dzieci) jak mądrze pracować, jak doceniać każdą zarobioną złotówkę i jak oszczędzać na konkretne cele.

Zapraszam do lektury 🙂

Proszę przedstaw nam siebie, opowiedz coś o sobie. Czym się zajmujesz na co dzień?

Dzień dobry. Mam na imię Elżbieta i jestem mamą piątki dorosłych już dzieci, które się wyuczyły i dawno poszły w świat. Z zawodu jestem kucharzem garmażerem z tytułem mistrza, gdzie przez lata realizowałam się w Wojsku Polskim na takim samym stanowisku. Po czasie poświęconym na macierzyństwo zajęłam się pracą w handlu, co nie ukrywam, mocno przypadło mi do gust

Wielu rodziców sprowadza edukację finansową dzieci jedynie do dawania kieszonkowego. Przecież edukacja finansowa to też uczenie dziecka zaradności w posługiwaniu się pieniędzmi, nauka prowadzenia budżetu domowego, uczeniu przedsiębiorczości itp. Czy uważasz, że ważna jest edukacja finansowa dzieci? Jeżeli tak to, jak ją rozumiesz. Skąd czerpałaś wiedzę, mówiąc i ucząc dzieci o pieniądzach? Jakie praktyki wyniosłaś z domu?

Trudne pytanie, czym jest dla mnie edukacja finansowa?! Nikt mnie i mojego licznego rodzeństwa tego nie uczył. Byliśmy biedną rodziną, a jednak nikomu niczego nie brakowało.  Każde z nas podpatrywało naszych rodziców, jak ciężką pracą zdobywali pieniądze, jak gospodarowali tymi środkami, by starczyło na skromne życie i np. kształcenie dzieci poza miejscem zamieszkania. W moim domu rodzinnym edukacja finansowa sprowadzała się jedynie do nauki liczenia pieniędzy. Mocny nacisk stawiano na naukę, uczciwą pracę oraz na dążenie do wcześniej wyznaczonego celu.

Czy w Twoim domu rozmawia się otwarcie o pieniądzach? Czy jest to może, temat tabu?

Myślę, że rozmawiałam z dziećmi (jak jeszcze mieszkaliśmy wszyscy razem) o pieniądzach. To bardzo ważny temat, bo jak przekazać dzieciom skąd się biorą pieniądze, jak nie przez rozmowę o nich. Na pewno były rozmowy o tym, że pieniądze są z pracy, a później przeznacza się je na utrzymanie domu i rodziny.

Czy angażowałaś swoje dzieci w sprawy domowego budżetu? Np. robienie listy zakupów, robienie zakupów, płacenie rachunków, wypłacanie pieniędzy z bankomatu, robienie przelewów itp.

Domowy budżet to bardzo rozległe zagadnienie.  Nie wtajemniczaliśmy naszych dzieci, w to ile zarabiamy (Dlaczego? Bo czasem dzieci lubią się dzielić z innymi takimi informacjami), ale to ile wydajemy i na co, przedstawiałam otwarcie. Od najmłodszych lat zachęcałam do pomocy w sporządzeniu listy zakupów, dyktując poszczególne pozycje. Starsze dzieci same chodziły do sklepów, by realizować te listy.

W czasach kiedy bankowość elektroniczna nie była tak rozwinięta, często też starsze dzieci robiły opłaty np. w spółdzielni, czy za inne media. Dzięki temu poznawały wartość pieniądza oraz uczyły się, że pieniędzy nie wydaje się tylko na przyjemności.

Wraz z rozwojem bankowości elektronicznej i uzyskaniem pełnoletności przez dzieci przyszedł też czas płatności w formie przelewu.

Czy uczyłaś dzieci oszczędzania? W jaki sposób je do tego zachęcałaś?

Uczyłam dzieci oszczędzać. Uważam to za bardzo ważny aspekt wychowania. Powtarzałam – jeżeli chcesz spełnić swoje marzenia, musisz na nie uzbierać. Przykładem był w latach 90-tych komputer PC, którego pragnęły nasze dzieci. Rok wyrzeczeń i rezygnacji z drobnych przyjemności i prezentów (np. urodzinowych) wszystkich członków rodziny, spowodował realizację tego wspólnego marzenia. Pytasz, skąd o tym wiem, po prostu wyniosłam to z własnych doświadczeń życiowych. Uważam, że trzeba oszczędzać.

Porozmawiajmy w takim razie o kieszonkowym. Czy dawałaś dzieciom kieszonkowe? Jeżeli tak to na jakich zasadach, w jakiej wysokości, od jakiego wieku.

Kieszonkowego nasze dzieci nie dostawały w regularnej formie. Jednak gdy potrzebowały pieniędzy  na coś konkretnego i przydatnego np. jakąś książkę czy wyjście do kina, to staraliśmy się im dawać. Miałam na ten cel przewidzianą skromną kwotę w budżecie domowym.

Dodatkowo nasze dzieci dostawały pieniądze przy okazji np. urodzin, Mikołajek, czy wizyt u dziadków.  Gdy któreś z dzieci marzyło o jakimś drogim urodzinowym prezencie, na które my jako rodzice nie mogliśmy sobie pozwolić, w ramach prezentu dostawało pieniądze, które mogło sobie odłożyć i z czasem uzbierać pełną kwotę.

Starsze dzieci dostawały też dodatkowe pieniądze za dodatkową pracę w domu np. mycie okien, czy sprzątnięcie klatki schodowej. 

Czy płaciłaś za oceny lub inne osiągnięcia szkolne, lub sportowe?

Nie płaciłam za osiągnięcia w nauce. Zawsze mówiłam, że uczymy się dla siebie, a nie dla pieniędzy. Nauka jest środkiem do zarabiania pieniędzy. Wiedzę należy zdobywać w taki sposób, by w przyszłości można było z niej czerpać profity.

Czy pozwalałaś dzieciom na płatną pracę po szkole, czy w weekendy? Jaka to była praca?

Tak, pozwalałam na podjęcie dodatkowej pracy przed szkołą i po szkole. Nauka była stawiana zawsze na pierwszym miejscu, ale nie ograniczałam chęci do podejmowania działań dodatkowych poza nią. Ja również dorabiałam po godzinach np. dodatkowymi usługami krawieckimi, czy sprzątaniem,  więc nie zabraniałam tego robić dzieciom. Czasy były trudne, stąd też radzić trzeba było sobie na wszystkie sposoby.

Mogę się podzielić przykładamy pracy dodatkowej, jakie podejmowały nasze dzieci w zależności od wieku i płci:

– opieka nad psem sąsiadów podczas wakacyjnych, weekendowych wyjazdów – dzieci w wieku szkolnym;

– sezonowe zbieranie owoców – szkoła podstawowa i średnia;

– roznoszenie ulotek i darmowych gazet lokalnych – szkoła średnia;

– sprzątanie w domach – szkoła średnia;

– opieka nad dziećmi – szkoła średnia;

– dodatkowa praca w stolarni, w gastronomii, czy drukarni – szkoła średnia;

– wakacyjna praca na plaży miejskiej WOPR (po uzyskaniu stosownych uprawnień) – szkoła średnia.

Czy była jakaś rzecz, na jaką dziecko wydało swoje pieniądze (swoje oszczędności), a Tobie się to nie spodobało? Co to było? Jak zareagowałaś? 

Tak (śmiech). Kiedyś, kiedy dzieci wyjeżdżały na wycieczkę szkolną, dostawały pieniądze na drobne wydatki np. dodatkowy napój czy słodycze. W którejś klasie podstawówki  już nie pamiętam, moja  córka [red. chodzi o mnie], przywiozła właśnie z takiej wycieczki „pamiątkę – deseczkę”. Nic na niej nie było tylko nazwa miejscowości, a kosztowało całe 5 zł. Nakrzyczałam na nią, ale później wytłumaczyłam, na co warto, a na co nie wydawać pieniądze. Nie wiem, czy  to pamięta?! [red. pamiętam :)].

W kształtowaniu u dzieci pozytywnych praktyk finansowych duże znaczenie ma też uczenie przedsiębiorczości i poszanowania do własnej pracy. Czy zgadzasz się z tym? Jak zaszczepiłaś przedsiębiorczość u swoich dzieci? Czy zaszczepiasz w dzieciach zainteresowanie do swojej pracy/ zawodu/prowadzenia firmy? Czy zachęcasz do rozwoju naturalnych zdolności lub umiejętności przydatnych w „przyszłej pracy”?

Nauka przedsiębiorczości i poszanowania pracy to tylko na własnym przykładzie. Dzieci widziały postawy, jakie my, dorośli przybieraliśmy w stosunku do wykonywanych przez nas obowiązków zawodowych. Mówiłam: „Bierz dziecko przykład:  ja nie spóźniam się do pracy, Ty nie spóźniaj się do szkoły. Ja nie uciekam z pracy, Ty nie uciekaj z lekcji. Ja pracuje, a Ty się ucz.” 

Jakie dałabyś rady innym rodzicom, którzy chcą uczyć swoje dzieci edukacji finansowej?

Jak edukować dzieci? Myślę, że dzieci uczą się same, biorąc przykład z nas, rodziców. Pokazujmy dzieciom na co zwracamy uwagę, decydując co kupujemy, za co płacimy, jak dysponujemy swoimi finansami. Ważnym działaniem też jest też wpieranie dzieci w ich przedsięwzięciach.

Dziękuję 🙂 .

Również dziękuję, mam nadzieję, że pomogłam :).

2 thoughts on “Z życia wzięte – rozmowa z moją mamą Elżbietą, o tym, jak wychować piątkę gospodarnych dzieci?”

  1. Bardzo ciekawa rozmowa. U mnie w domu bylo podobnie, mama miala podobny punkt widzenia jesli chodzi o wysylanie dziecka wniesc oplaty (tez chodzilam do spoldzielni…), czy o kieszonkowe. Od 15 roku zycia, dorabialam w biznesie ojca, pracujac w barze nadmorskim (Wladyslawowo, Krynica Morska, Stilo, Rozewie)… Przyjemne z pozytecznym, a zarobione pieniadze sluzyly mi caly kolejny rok szkolny. Za nie tez kupilam sobie wymarzonego laptopa. Pamietam moj pierwszy zakup z zarobionych pieniedzy, byl to odtwarzacz Mp3. 🙂

    1. Alicjo 🙂
      Bardzo dziękuję Ci za Twój komentarz. Dziękuję za to, że podzieliłaś się z nami swoimi doświadczeniami 🙂 Pomoże to innym rodzicom w podjęciu decyzji czy warto uczyć swoje dzieci zaradności finansowej 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *